ul. Szkolna 34
38-422 Krościenko Wyżne
tel. (013)4315019
www.skdebina.republika.pl
e-mail:skdebina@poczta.onet.pl

Stowarzyszenie powstało w grudniu 1998 roku.
Działa ono na rzecz rozwoju kultury i oświaty
w Gminie Krościenko Wyżne.


Święte ziele Podkarpacia

Torebki nasienne kłokoczki południowejKrzew wysokości około 3 metrów, znane są osobniki sięgające 4,5 metra. Pąki dychotomiczne. Liście pierzaste składające się z 3-7 wąskojajowatych listków. Spodnia strona liści zabarwiona jest na kolor szarozielony, wierzchnia intensywnie zielona Kora gładka podłużnie jasno prążkowana w jasne pasynki. Drewno twarde. Kwitnie w maju, białoróżowymi zawisającymi gronami. Owoce to rozdęte 2-3 komorowe torebki o średnicy do 4 cm, w których dojrzewają 1-4 twarde jasnobrązowe nasiona. Porasta cieniste lasy na pogórzu i w Beskidzie Niskim. W Polsce występuje na granicy swego północnego zasięgu. Najliczniej rośnie w Rumunii i w Bułgarii, nie występuje jednak w dolinie Dunaju. Równie częsta jest w Mołdawii, Słowacji i na Węgrzech, gdzie jako krzew pospolity nie podlega ochronie. Wyraźnie unika nizin. Chętnie uprawiana w parkach i ogrodach. Jest rośliną prawnie chronioną.

Kłokoczka południowa (Staphylea pinnata)
Wprawdzie kłokoczka południowa nie jest drzewem, lecz krzewem osiągającym niekiedy „drzewiaste” rozmiary, a jednocześnie rosnący w Polsce na granicy swego północnego zasięgu. Jako roślina rzadko występująca podlega ochronie gatunkowej, zaś z uwagi na swe „magiczne” konotacje ma ważne miejsce w kulturze ludowej Podkarpacia. Nic dziwnego, gdyż w naszym regionie rośnie 90% jej krajowej populacji.

Archeologiczny relikt
Prawdopodobnie rośnie u nas od tysiącleci, jednak swój zasięg ogranicza do południowej części kraju, stąd jej drugi człon polskiej nazwy. Pierwszy zapewne wywodzi się od charakterystycznego klekotu („kłokotu”), jaki wydają nasiona zamknięte w wysuszonych jesienią pęcherzach. W polskiej etymologii znana jest pod nazwami: kłokocina, kłokoczyna, kokocka. Lud używał też nazw: kukułka, kukuczka i kukoczka. Czesi zwą ją kłokocz, Słowacy kłokocz perovity (czyli pierzasty), Ukraińcy klikuczka, Bułgarzy – kłokoczika, zaś Niemcy klappernus – wszyscy z tego samego powodu. Tymczasem jej łacińska nazwa nawiązuje do cech zewnętrznych rośliny: Staphylea określa budowę kwiatostanu, przypominającą winogron, czyli z gr. staphyle, zaś pinnata (z łac. penna - pióro) opisuje pierzastą budowę liścia.
Sam kwiat zwraca uwagę swą urodą; białoróżowe kiście pojawiają się wraz z pierwszymi liśćmi. Najobficiej kwitną na obrzeżach lasu, z daleka przypominając nieco bzy. Dość egzotycznie wyglądają same torebki nasienne kłokoczki. W ich skórzastych wnętrzach „kłokocze” zazwyczaj jedno do trzech nasionek.
Krzew ten ma swoiste wymagania siedliskowe, które sprawiają, że występuje najczęściej na Pogórzu, na dość żyznych glebach o dużej wilgotności, gdzie jego płytki system korzeniowy ma szansę dotrzeć do życiodajnej wody.
Niektórzy archeolodzy twierdzą, że roślina ta u dawnych ludów zamieszkujących ziemie polskie miała znaczenie kultowe i była uprawiana w obrębie wczesnośredniowiecznych grodzisk. Pewnie cieszyła się już szacunkiem u Celtów, zanim kultem objęli ją Prasłowianie. Teoria ta znajduje potwierdzenie w Beskidzie Niskim, gdzie kłokoczkę można spotkać w okolicy dawnych grodzisk w Wietrznie, pod Cergową i pod Łysą Górą. Być może ich mieszkańcy używali jeszcze kłokoczkowych nasion jako środka płatniczego w handlu z ludami wędrującymi przez karpackie przełęcze. Na Pogórzu i w Beskidzie Niskim tworzy czasem kilkuhektarowe zarośla, np. w rezerwacie „Husówka” k. Kańczugi, na Łysej Górze k. Żmigrodu, czy na Cergowej k. Dukli. Tam, gdzie występuje licznie, cieszy się dużą estymą wśród mieszkańców okolicy. Często też można go spotkać w przydomowych ogródkach. Nie jest rośliną ekspansywną, choćby z uwagi na sposób rozmnażania; ciężkie nasiona spadają w obrysie korony i tu zazwyczaj kiełkują. Nieoceniona jest zatem rola ptaków w utrzymaniu tego gatunku w naszych lasach.

W ludowej medycynie i magii
Zawierające duże ilości tłuszczu nasionka dawały niegdyś cenny olej służący do oświetlenia mieszkań i do celów spożywczych. W Niemczech kłokoczkowe orzeszki, ponoć zastępujące pistacje, podawano dzieciom, zaś w Ameryce Północnej nasiona podobnego gatunku, kłokoczki trójlistnej (Staphylea tripholia) smakowali młodzi Indianie. W Azji południowo-wschodniej jadano też kłokoczkowe liście, używane jako składnik zupy, zaś w Grecji istniał zwyczaj spożywania młodych pąków, przyrządzanych, podobnie jak kapary cierniste, w formie przyprawy. Z kolei na Kaukazie jej młode pąki i kwiaty kiszono w celach spożywczych. W Gruzji robiono z nich potrawę o nazwie „dżondżoli”, bogatą w witaminy, a spożywaną podczas postu. Żeby zabezpieczyć surowiec na ten poszukiwany produkt, uprawiano tam niegdyś specjalny gatunek, kłokoczkę kolchidzką (S. colhica). W Karpatach panował przesąd jakoby posiadanie kłokoczki ułatwiało rozpoznanie czarownic i chroniło przed ich wpływem, zaś kwiaty tego krzewu miały zjednywać miłość osoby ukochanej. Niegdyś też podawano utarte liście bydłu jako środek leczniczy, zaś ludziom jako środek wymiotny i oczyszczający organizm. Obecnie można się spotkać z poglądem, że zawierające aż 5 % wielonienasyconych kwasów tłuszczowych nasiona, powodują spadek zabójczego dla ludzi cholesterolu i przeciwdziałają miażdżycy.
Jak twierdzą archeolodzy, już Celtowie żyjący niegdyś na Podkarpaciu, używali kłokoczki jako krzewu pogrzebowego, sadząc go na kurhanach z prochami zmarłych. Zwyczaj ten mieli przejąć później Słowianie i Germanie, wierzący, że kłokoczka na grobie zabezpiecza spokojny „sen” zmarłego. Echo tej tradycji przetrwało w Niemczech w jednej z ludowych nazw kłokoczki, oznaczających w wolnym przekładzie „krzew śmierci”. Bronił on przed złymi duchami, demonami czy wampirami i bywał wykorzystywany przez egzorcystów. Posiadanie krzewu czy jego nasion było zatem rodzajem „ubezpieczenia od nieszczęśliwego wypadku”. Wiara w magiczną moc kłokoczki przeszła też do kultury chrześcijańskiej, stąd z jej drewna wyrabiano krzyże i figurki odpustowe, a z nasion różańce. Młode pędy i kwiaty używane były do wianków święconych w kościele podczas Niedzieli Palmowej, a także rzucane przez dziewczęta podczas uroczystej procesji w dniu Bożego Ciała. Poświęcone palmy wieszano przy wejściu do chaty, a kłokoczkowe gałązki zatykano na rogach pól, dla ochrony od złych mocy.
Ponoć na rzeszowskich wsiach istniał też niegdyś zwyczaj, że gospodarze tuż przed wiosennym siewem zbóż na świeżo bronowanej ziemi kijem kłokoczkowym kreślili znak krzyża, co miało zapewnić dobre plony. Z kolei ostrużyny z poświęconej kłokoczki były dodatkiem do ziół służących do okadzania krów przed i po ocieleniu. W wigilię świętego Jana, kiedy pod wieczór krowy powracały z pastwisk, „dekorowano” je wiankami z ziół, wśród których nie mogło zabraknąć gałązek kłokoczki. W tym dniu również w czasie przegonu okadzano bydlęta dymem ognisk palonych na rozstajach polnych dróg, co miało uchronić je od „złego”.
Z twardego drewna kłokoczki wytwarzano kiedyś nożyki, a do naszych czasów przetrwała tradycyjna wyrobu lufek papierosowych. Niektórzy namiętni palacze uważają, że tytoń palony w takiej lufce jest mniej szkodliwy dla zdrowia.
Gałązki kłokoczki spotykane są często jako dekoracja kapliczek i używane jako różdżka do wyszukiwania przedmiotów ukrytych pod ziemią. Same nasiona dawane były kiedyś dzieciom „na szczęście".
W Karpatach, szczególnie wśród ubogich Hucułów, istniał zwyczaj wykonywania z nasion naszyjników i bransolet, którym przypisywano rolę amuletów.

Święty krzew różańcowy
Kłokoczkowy różaniecNa Pogórzu, gdzie kłokoczka najliczniej występuje, bywa ona nazywana „różańcowym zielem”. Znane jest też określenie „kłokoczka paciorkowa” czy „drzewko różańcowe”.
W tradycji religijnej Podkarpacia nadano jej spore znaczenie; w wielu okolicach w zielu święconym w dniu 15 sierpnia, na Matki Boskiej Zielnej, nie mogło zabraknąć kłokoczących torebek, zaś w poddębickiej Lubzinie dzień ten nazywany jest „kokockowym odpustem”. Przed uroczystą procesją po sumie święci się tam gałązki kłokoczki. Podczas specjalnego błogosławieństwa celebrans poświęca tu przyniesione przez wiernych kłokoczkowe bukiety. Udziela wówczas specjalnego błogosławieństwa wygłaszając słowa:
Kłokoczkowe różańce „…niech te gałązki przez ten święty znak Krzyża otrzymają takie błogosławieństwo niebieskie, aby w każdym domu, gdzie będą położone zadrżał książę ciemności, znikła wszelka szatańska moc a napaści złego ducha zostały pokonane. Aby w tym miejscu szatan przestał uwodzić stworzenia. Niech tam gdzie będą te gałązki przez Twoje błogosławieństwo urodzajom ziemi nie szkodzi żadne nieszczęście ani plaga, niech nie zniszczy ich żaden wróg, niech ziemia owocuje i wzrasta dobry urodzaj. Przez Chrystusa Pana Naszego. Amen. "
Ponoć w Lubzinie tradycja czczenia kłokoczki trwa od wieków – niektórzy twierdzą nawet, że wywodzi się jeszcze z czasów pogańskich.
W Beskidzie Dukielskim z kolei żywa jest tradycja posiadania krzewu przy domu i majenia jego fragmentami przydomowych i leśnych kapliczek, co ma chronić je od złego. Ogromne, a na dodatek co roku kwitnące i owocujące, krzewy kłokoczki można spotkać przed wieloma domami pod Krosnem. Chronią domostwa od złego, a swoim kwitnieniem pokazują mi, kiedy przychodzi prawdziwa wiosna. Kwiaty zbierane są przez dzieci do rzucania podczas procesji w oktawie Bożego Ciała zaś torebki nasienne zdobią ziela święcone 15 sierpnia.
Leśniczy Bolesław Rebizant robi różańce z kłokoczkiNa południu Polski bardzo popularne było wykonywanie różańców, w których funkcję paciorków pełniły nasionka. Znakomicie opanowały tę umiejętność siostry zakonne w krakowskich Łagiewnikach i siostry karmelitanki z Przemyśla. Z tych właśnie powodów krzew ten bywał uprawiany w ogrodach klasztornych i plebańskich. Przed laty na Południowym Roztoczu różańcowym mistrzem był Ludwik Ważny, mieszkający w miejscowości Jackowy Ogród. Gdy przed laty sztukę tę posiadł również Bolesław Rebizant, emerytowany leśniczy z Nadleśnictwa Lubaczów, który przez 43 lata chodził koło kłokoczkowych uroczysk „Monasterz” i „Niedźwiedzie”, dbając jako leśniczy o warunki życia „świętych krzewów”. Po przejściu na emeryturę sam postanowił spróbować wykonać taki różaniec. Nasiona pozyskał z okazów rosnących w uroczysku „Monastyrz”, w miejscu, gdzie niegdyś istniał prawosławny monaster, czyli klasztor i mnisi zapewne tę roślinę uprawiali.
Dość trudno było opanować technologię nawiercania i łączenia paciorków. Z pomocą przyszła tu technika. Przy użyciu wiertarki i cienkiego wiertła nauczył się wykonywać precyzyjne otworki w twardych nasionkach. Trzymając każde w dwóch palcach, układa je na stelażu i nawierca idealnie przez nasadę. Następnie przewleka przez otworek spinacz biurowy, umiejętnie zakańczając każde z ogniwek pętelką formowaną specjalnymi kleszczykami. Co dziesiątą „zdrowaśkę” trzeba założyć dwa dodatkowe ogniwka, by się odróżniały od „Ojcze nasz”, na które stara się wybrać nieco większy paciorek. Żmudna to praca, sama w sobie przypominająca odmawianie różańca. Leśniczy Rebizant wykonał ich już setki; dla babć z rodzinnej wsi, dla kolegów leśników, myśliwych, nawet na prezenty do Rzymu dla Jana Pawła II, gdy jeszcze żył. I nigdy nie wziął za swą pracę pieniędzy.
Zawsze tylko mówi obdarowanym, żeby ostatni dziesiątek odmówili za jego zdrowie i… chyba odmawiają, bo zdrowie wyjątkowo mu służy.

Kłokoczka jako symbol współpracy
Kłokoczka, obok buka, jodły, niedźwiedzia i karpackiego jelenia, może stać się symbolem podkarpackich lasów. Mocno zabiega o to Roman Jurek, nadleśniczy Nadleśnictwa Brzegi Dolne, który jest wielkim fascynatem tej rośliny. Jesienią zbiera nasiona i przekazuje je na szkółki leśne do wysiewu. Młode kłokoczki wyhodowali już szkółkarze z nadleśnictw w Dukli, Dynowie, Narolu i Radymnie. W ciągu najbliższych lat chroniony „święty” krzew, powinien stać się jeszcze bardziej popularny na Podkarpaciu.
Leśnicy z Nadleśnictwa Ustrzyki Dolne są pomysłodawcami projektu współfinansowanego przez Unię Europejską oraz budżetu państwa w ramach Programu Współpracy Transgranicznej Rzeczpospolita Polska – Republika Słowacka na lata 2007–2013. W jego ramach w roku 2010 przygotowali cykl konferencji z udziałem leśników słowackich a także warsztatów dla osób zainteresowanych promocją kłokoczki południowej. Pierwsze spotkanie odbyło się 29 stycznia 2010 roku w Nadleśnictwie Ustrzyki Dolne. Inicjator projektu i promotor kłokoczki południowej w lasach, nadleśniczy Roman Jurek, zaprezentował opowieść „Kłokoczka południowa dawniej i dzisiaj - rola i znaczenie w przyrodzie”, zaś założenia projektu przedstawiła jego koordynatorka, Ewa Sudoł. Podczas tego spotkania podpisano porozumienie o współpracy pomiędzy Nadleśnictwem Ustrzyki Dolne a Lesopolnohospodarskim Majetokiem w Ulicz na Słowacji. Wśród przewidzianych umową zadań znalazła się też hodowla sadzonek tego krzewu, które po wyhodowaniu będą rozdawane szkołom i instytucjom. To świetny pomysł na promocję przyrodniczych atrakcji naszego regionu poprzez motyw krzewu kłokoczki.

Edward Marszałek

Jednoroczne sadzonki kłokoczki Będzie z tego wiele różańców

powrót<<<